Na dobry początek:

[Miś nadaje na poczcie telegram]

Kobieta na poczcie: Ro-mecz-ku! Przy-jazd nie-ak-tu-alny! Ca-łuję! Rysiek.

Miś (do Oli): Bardzo żałuję. Nie chodzi mi o mnie... Chciałem żebyś zagrała u Romka.

Ola: Misiu! Misiu, wymyśl coś! Ty jesteś taki mądry!

Kobieta na poczcie: Nie mogę wysłać tej depeszy! Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój, tak...

Miś: Londyn - miasto w Anglii.

Kobieta na poczcie: To co mi pan nic nie mówi?!

Miś: No mówię pani właśnie.

Kobieta na poczcie: To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...

***
Jaki będzie ów blog? Pojęcia większego nie mam.
Na pewno jednak znajdzie się tu co nieco o:
a/ Londynie (bo taki tytuł byłem obrałem)
b/ Polakach (bo jakoś tu, nad Tamizą, dużo nas, oj dużo)
c/ Moich z aparatem zmaganiach
d/ Oliwce (bo to moja muza, nie tylko zresztą fotograficzna)
Dziękuję za wypowiedź pierwszą. Niestety nie ostatnią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

czwartek, 9 lipiec 2009

W naszym słonecznym ogrodzie…






















Od kilku dni w mieście Londyn pada i pada. Pada na ten przykład tak, że małżonce osobistej skuter zalało i maszyna posłuszeństwo na czas jakiś wypowiedziała.

Przemoczone buty, przemoczone palta, przemoczone nawet i porcięta. No to może coś mniej pochmurnego? Służę uprzejmie. Garść obrazków z sobotniego leniuchowania w przydomowym ogródku. Bo w sobotę, jak Szanowne Państwo widzi, nie padało nic a nic.

No i jeszcze wiadomość z ostatniej chwili: Dzisiaj mija moja 40-dniowa dieta. I choć przez ostatnie dni pozwalałem sobie na nieco więcej (przedwczoraj wino pyszne czerwone, wczoraj piwo jeszcze pyszniejsze) waga wskazuje 14kg obywatela mniej. Czuję się więcej niż wybornie i z takim właśnie nastawieniem rozpoczynam drugą odsłonę mojego planu. Szczegóły wkrótce...

czwartek, 2 lipiec 2009

Dźwięki na dobrą noc



W kraju nad Wisłą zaczął się dzisiaj festiwal zasadniczo pyszny. Ach, ile tam smakołyków! Na ten przykład w Gdyni zagra zespół z Mysłowic co to się nazywa Iowa Super Soccer. Grupa w roku ubiegłym wydała swoją pierwszą płytę zatytułowaną „Lullabies to Keep Your Eyes Closed”. I z tego właśnie krążka utwór „The River”. Smacznego!

Przyjemnej podróży!

Londyńczycy nieustannie narzekają na transport publiczny. Brak klimatyzowanego metra, liczne awarie, zbyt drogie bilety – to najczęściej pojawiające się zarzuty. Ludzie złorzeczą, ale – nie mając innego wyboru – korzystają z miejskiej komunikacji.

Każdego dnia londyńskie metro przewozi 3 miliony pasażerów, autobusy – dwa razy więcej. Te tłumy nie tylko widać, ale przy obecnych upałach także, niestety, czuć. Woń pasażerów uzupełniana zapachami indyjskiego curry, tureckiego kebabu, chińskiego makaronu tudzież jamajskiej potrawki z kurczaka tworzą klimat, którego na próżno szukać chociażby w metrze w Warszawie. Zapowiada się jednak, że metro nad Tamizą będzie jeszcze bardziej klimatyczne (nie mylić z klimatyzowanym).

Na zlecenie Transport for London Jeremy Deller przygotował zbiór słynnych maksym, które w zamierzeniu pomysłodawców akcji mają „tchnąć w podróż więcej humanizmu i sprawić, że stanie się ona ciekawsza”. Deller – niezależny artysta, autor filmów i spektakularnych happeningów, laureat prestiżowej Nagrody Turnera – sięgnął m.in. po Jean-Paula Sartre'a, Mahatmę Gandhiego, Alberta Einsteina, Thomasa Fullera, Paula Cezara.

Użytkownicy metra (gwoli ścisłości na razie tylko ma jednej linii) usłyszeć mogą motorniczego, który do komunikatu o opóźnieniu z atencją doda jakże adekwatny aforyzm: „W życiu chodzi o coś więcej niż o zwiększanie jego tempa”. Oczekiwanie nie tylko nie będzie już uciążliwe, ale co ważniejsze nabierze i sensu.

W zatłoczonych i dusznych wagonikach dowiemy się również, że „Żyjemy w tęczy chaosu” oraz, że „Potknięcie może zapobiec upadkowi”. W podziemnej kolejce nie mogło również zabraknąć zapewnienia, że „Piekło to inni”.

Odpowiedzialna za ten projekt Sally Shaw podkreśla, że ma on na celu „poprawę codziennych interakcji”. „Chyba wszyscy mają własne przemyślenia podczas podróży” – zauważyła błyskotliwie. Sądząc po minach pasażerów, zwłaszcza tych w godzinach szczytu, można śmiało stwierdzić, że pani Shaw się nie pomyliła – przemyśleń w metrze nie brakuje. Podarujmy sobie jednak ich cytowanie, zaglądają tu bowiem także i osoby niepełnoletnie…

Każdy motorniczy na Piccadilly line zaopatrzony już został w elegancko wydane książeczki z filozoficznymi maksymami. Obok sztampowych komunikatów, w głośnikach rozbrzmiewać będą teraz także i aforyzmy, które po niedługim czasie również staną się sztampowe (książeczka nie jest zbyt obszerna). Szkoda, bo pomysł, by pasażerom towarzyszyły nie tylko mechanicznie odczytywane informacje, wydaje mi się więcej niż dobry. Cały urok pryska jednak, gdy wszystko przybiera formalno-urzędniczą formę z nakazami i wytycznymi.

Do dziś doskonale pamiętam jak przed kilkoma miesiącami, maszynista jednego z londyńskich pociągów witał zaspanych podróżnych (w tym i TatęOliwki) w taki oto sposób: „Panie i Panowie! Za oknem widzę już słońce! Zapowiada się piękny, bezdeszczowy dzień. Spójrzcie w niebo i uśmiechnijcie się. Dobrego dnia!”. W pociągu zapanowało radosne poruszenie. Ludzie uśmiechali się do siebie, wesoło komentowali ten jakże niespodziewany i nieformalny komunikat.

Filozoficzne aforyzmy w metrze to naprawdę interesująca inicjatywa. Forma, w którą została ubrana trąci mi jednak bareizmem. W filmie „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” pasażerowie słyszą komunikat: „Uwaga, uwaga... Zawiadamia się uprzejmie, że ze względu na wystawę plakatu kolejowego ‘Podróż koleją skraca czas’ dworzec będzie nieczynny do odwołania. Wszystkim pasażerom życzymy przyjemnej podróży.”

W Londynie będzie podobnie – też będą życzyć nam przyjemnej podróży. Zgodnie z regulaminem, przepisami i książeczką z mądrymi cytatami.

poniedziałek, 29 czerwiec 2009

Dźwięki na dobrą noc



W dzielnicy, w której mieszkamy, czarnoskórych sióstr i braci siła. A skoro siła, to na witrynach sklepów plakaty, w samochodach zaś muzyka. Czyje plakaty, czyja muzyka? – pyta Szanowne Państwo. Rzecz oczywista – Króla Popu.

Michael Jackson rozbrzmiewa donośnie, nie jednak w naszej kuchni muzycznych niespodzianek (co nie oznacza, że Króla nie cenię – wprost przeciwnie). W drodze do pracy zobaczyłem o poranku na wielkim plakacie wielką panią Florence Welch i ona właśnie dziś nam tu zagra.

Za niespełna tydzień debiutancki album „Florence and the Machine” pojawi się na tutejszym rynku. Album, z którym krytycy wiążą nadzieje wielkie, publiczność zaś ogromne. Póki co, zapowiada się pysznie. Utwór „Rabbit Heart (Raise It Up)” z płyty „Lungs”. Rok 2009. Smacznego!

Skoczek (odsłona pierwsza)


Panna Matysia została wczoraj umieszczona w urządzeniu wielce zabawnym. Zmyślne połączenie huśtawki z katapultą sprawiło było radości co niemiara. Oczywiście nie tylko Matysi.

Całość podskoków została skrzętnie udokumentowana, ale podczas tak zwanej obróbki materiału zdjęciowego, TataOliwki zachował się jak buc i materiał ów skasował. Ostał się jeden obrazek, który z radością zamieszczam.

Jednocześnie spieszę donieść, że bucem kompletnym nie jestem, bom utworzył uprzednio kopię wszystkich fotek. Jak tylko je ponownie obrobię (i nie skasuję) to wrzucę tu jeszcze skaczącą Matysię.

A oko, dziękuję, dużo lepiej. Znaczy się widzę i opisuję…

piątek, 26 czerwiec 2009

Dzieci






















No i znowu wybrałem się z panną Oliwą na Wesoły Dzień Dziecka do Laxton Hall. No i znowu oko nadwyrężyłem i znowu szpital odwiedzić musiałem. Stąd i moja chwilowa tu nieobecność. Ale po kolei.

Nieco ponad osiemdziesiąt mil na północ od Londynu, wśród pięknych lasów i pół hrabstwa Northampton znajduje się miejsce szczególnie bliskie sercom wielu Polaków – Laxton Hall. Od ponad trzydziestu pięciu lat funkcjonuje tu polski Dom Spokojnej Starości, a rozległe tereny tej zabytkowej posiadłości są gospodarzem wielu niezwykłych imprez. W sobotę, 20 czerwca to jakże spokojne miejsce zmieniło się w najbardziej radosne i rozbawione miejsce w tej części Anglii. Ponad 2300(!) polskich dzieci uczestniczyło w szóstej już edycji Wesołego Dnia Dziecka (o tym, że Polaków na Wyspach siła, oj siła, najlepiej pokazują liczby: 6 lat temu na imprezę do Laxton Hall przyjechało 450 dzieci, w tym roku – już pięciokrotnie więcej!).

W tegorocznej zabawie uczestniczyliśmy również i my. Oliwa, podobnie jak w roku ubiegłym, piszczała, skakała, wierzchowca dosiadała. Jej papa zaś, jak na Wesoły Dzień Dziecka przystało, cieszył się zakupionym dzień wcześniej nowym obiektywem i pstrykał, pstrykał, pstrykał. Pstrykał tak intensywnie, że w poniedziałek kolejny raz odwiedzić musiał Moorfield Eye Hospital. Oko lewe, zgodnie z nową świecką tradycją, zmieniło się w opuchłą czerwoną bulwę. Przesympatyczna pani doktor zbadała, maści na 3 miesiące przepisała. Czy tym razem będzie to ostatnia tam wizyta? Chciałbym w to wierzyć, ale Jaro z miasta stołecznego Warszawa powiedział mi właśnie, że będąc niemowlęciem włożył w oko swojej ukochanej mamy … smoczek. Było to ładnych lat 30 temu, a mamie do dziś tamta smocza kontuzja się odnawia…

Wróćmy jednak do Wesołego Dnia Dziecka. W tym roku sporo emocji towarzyszyło spotkaniu drużyn piłkarskich księży i dyplomatów. W regulaminowym czasie gry padł remis 4:4. W rzutach karnych lepszym opanowaniem i skutecznością wykazali się już duchowni, którzy przy żywiołowym wsparciu kibiców wygrali 4:1. Amen.

czwartek, 18 czerwiec 2009

Dźwięki na dobrą noc



W naszej kuchni muzycznych smakołyków dziś danie z Nowej Zelandii. Pani ładna nazywa się Jess Chambers i roku poprzedniego wydała swój debiutancki album zatytułowany „Jess Chambers And The Firefly Orchestra”. Z tego właśnie krążka apetyczna kompozycja „Pieces of love”. Rok 2008. Smacznego!

Kąpiel





Ostatnimi czasy Oliwa nie tylko kąpie się już sama, ale sama także z wanny wychodzi, wyciera się, zakłada piżamy, myje zęby.

Największa zabawa jest (dla mnie, rzecz oczywista), gdy owym czynnościom towarzyszy konferansjerka w wykonaniu Oliwy właśnie. Słucham więc z uwagą (nie mylić z powagą) o tym jak należy się wytrzeć, jak nałożyć pastę, jak nalać wody do kubka.

Czas chyba najwyższy z owych cennych rad i wskazówek skorzystać...